"Rafał Królikowski: Przepraszam, że tak wrzeszczę"


Łagodny amant w filmach, w życiu nieobliczalny pasjonat. Kiedy krzyczy, innym trzęsą się kolana. Może dlatego nie szuka silnych wrażeń. Rodzinny. Piele ogródek przed domem, gra z synami w monopol, atrakcyjne kobiety uprzedza: "mam fantastyczną żonę". Prywatnie spełniony, zawodowo – czeka na rolę psychopaty.
Trudno umówić się z nim na wywiad. W tygodniu odpada, bo rano zawozi dzieci do szkoły, do wieczora ma próby, zdjęcia, spektakle. Sobota? "Nie mogę, mam urodziny syna, potem gram". Niedziela? "Obiecałem dzieciom kino. Potem znów gram". Polski amant szuka w notatniku wolnych terminów. "Niech będzie niedziela. Pomiędzy próbą a spektaklem". Jest punktualnie. W trakcie rozmowy wypala kilka papierosów. Ma nadzieję, że nie mam zbyt wielu pytań. Uprzedza, że przed spektaklem nie jest łatwym rozmówcą: – Wszystko wyprowadza mnie z równowagi.

Kiedy się wściekam… krzyczę tak, że ściany drżą. Inni mówią, że jestem wtedy straszny, ponoć trzęsą im się kolana. Jest mi głupio.

Przed premierą… nie odzywam się do nikogo. Mówię tylko to, co muszę. Nie wiem, co się dzieje, ale na kilka dni przed staję się kimś innym.

Jestem aktorem, bo… nie umiem robić nic innego. Po filmie Pierścionek z orłem w koronie Andrzeja Wajdy, za który dostałem mnóstwo nagród, przez trzy lata nie miałem żadnej propozycji. Choć klepałem biedę, odmówiłem poprowadzenia teleturnieju. Innego pomysłu na siebie niż aktorstwo nie znalazłem.

Niektórzy koledzy zarzucają mi… że jestem nudny. Bo od 14 lat mam tę samą żonę, jestem ojcem dwóch synów. Rzeczywiście. Rozmowy z nimi, gra w monopol, jazda na rowerze fascynują mnie dużo bardziej niż warszawski small talk i szczerzenie zębów. Rzadko udzielam wywiadów, nie chcę zwierzać się ze swojego życia, nie fotografujemy się w prasie rodzinnie, bo się boimy, że sprzedawanie szczęścia przynosi pecha.

Kiedy uwodzi mnie piękna kobieta, to… jest mi miło. Ale szybko podkreślam, że mam fantastyczną żonę. Lubię jasne sytuacje. Jestem konserwatywny, sprzeciwiam się rozwodom z powodu niezgodności charakterów. Nad miłością trzeba pracować, zwłaszcza jeśli są dzieci.

Wierność – ułatwienie czy obciążenie? W momencie, kiedy przysięgałem ją mojej żonie w kościele, zadrżał mi głos. Ale mnie tę przysięgę strasznie trudno złamać. Kiedyś skontaktowała się ze mną atrakcyjna dziewczyna pod pretekstem pisania pracy dyplomowej na temat moich ról. Spotkaliśmy się trzy razy. Gdy odprowadzałem ją do tramwaju, mówiła, że mnie pragnie. Byłem strasznie przejęty tłumaczeniem jej, dlaczego to niemożliwe. Wierność to wartość, która daje mi poczucie bezpieczeństwa i działa w dwie strony. Kiedy wracam po kilku dniach zdjęć do domu, wiem, że nie zastanę mojej Doroty z innym facetem.

Wolny czas spędzam… w ogrodzie przed domem. Sadzę drzewa, cukinię, pomidory, zioła, przycinam krzewy, wyrywam perz. Ucieszyłem się, kiedy po raz pierwszy obrodziło drzewo nektarynkowe, zebraliśmy pięćowoców. Madonna czy Madame Butterfly? Ta druga. Klasyka uspokaja moje nerwy, wycisza. Kantat Bacha słucham w samochodzie i w domu, co z kolei do pasji doprowadza rodzinę.

Whisky czy wódka? Wódka, gdy chcę się upić, zapomnieć o pracy. Wino, whisky, kiedy potrzebuję się rozluźnić.

Oszczędnie czy rozrzutnie? Bywam centusiem. Przejadę pół Warszawy w poszukiwaniu tańszej o pięć groszy benzyny. Na ważnych dla mnie ludziach nie oszczędzam. Kupiłem żonie zegarek Gucciego w czasach, kiedy byliśmy potwornie zadłużeni. Chciałem zrobić jej przyjemność, chyba wcześniej wrzeszczałem.

Krynica czy Madera? Krynica. To miejsce, które odwiedzamy od lat. Podczas kuligu śpiewam na cały głos nieprzyzwoite góralskie przyśpiewki. Na Maderze spędziłem dwa tygodnie z ekipą serialu Teraz albo nigdy! Zrobiłem kilka tysięcy zdjęć. To była taka ucieczka od rodziny. Czasem potrzebuję oderwania, samotności. Słońce, młodzi koledzy, koleżanki – aktorzy, skoki do wody... Czułem się, jakbym wrócił do czasów studenckich.

Nikt by mi nie uwierzył, że... boję się czarnego kota. Kiedy przebiega mi drogę, zawracam, nawet jeśli się spieszę.

Moje natręctwo… to przestawianie mebli, przewieszanie obrazów w domu – kilka razy w ciągu roku. Robię to też w pokoju hotelowym, nawet gdy nocuję tylko raz. Szuram łóżkami, szafkami, bo nigdy nie stoją tak jak trzeba. Zniszczyłem w ten sposób żonie zabytkowy szklany barek z lat 20., uderzyłem o drzwi, pękła szyba. Przed wizytą gości to ja ustawiam szklanki i talerze, Dorota odpuściła.

Kiedy słyszę o sobie "ciacho"... ogarnia mnie śmiech.

Ciacho to... Brad Pitt. Tak też twierdzi moja żona.

Ostatnio bawiłem się… przebrany za mafioso w peruce afro i różowej koszuli. Na domowych imprezach z przyjaciółmi czasu nie liczę. Często się przebieramy.

De Niro czy DiCaprio? Edward Norton. Niby zwykły facet. Ani przystojny, ani brzydki. Jednak kryje się w nim jakiś psychopatyczny niepokój, niespodzianka.

Chciałbym dostać… taką rolę jak upośledzonego chłopaka w Kalece z Inishmaan w Teatrze Powszechnym. Mięsistą, nawet psychopatyczną. Znudziło mnie granie amantów, ale zdaję sobie sprawę, że reżyserzy na razie nie mają na mnie innego pomysłu. Na rolę życia pewnie jeszcze poczekam. Może starość będzie tu jakimś wyjściem...

Tekst: Natalia Kuc
Źródło: "Twój Styl", sierpień 2009